Dokonywanie zamówień w Księgarni Catholicus.pl jest obecnie wyłączone.
Zapraszamy do naszej księgarni pod nową marką: Księgarnia Maryja.

Wyszukiwanie
Kategorie

  W dobrej cenie:
  do 5  •  do 10  •  do 20
Producenci
Autorzy
Informacje o produkcie

Tajemnice stulatków

Szukaj produktu w Księgarni Maryja
Kliknij aby powiększyć
AutorWaleria Mikołajczak
Rok wydania2012
FormatA5
Oprawamiękka
Liczba stron200
Opis Linki Recenzje
Opis produktu
Bohaterami tej książki są najróżniejsi ludzie: zarówno uczeni jak i artyści, oso by, które w swoim życiu zajmowały kierownicze stanowiska jak i gospodynie do mowe, zarówno ludzie z miasta, jak i rolnicy.

Czy da się z ich biografii wysnuć jakąś wspólną nić przewodnią, która pozwoliłaby odpowiedzieć na pytanie, co sprawiło, że mogą się pochwalić swoim złotym wiekiem?

Żadna z tych osób nie miała jedwabnego życia i nie zaznała luksusów. Przeciw nie, wszystkie one żyły w okresie, kiedy historia nie szczędziła ludziom doznań najbardziej dramatycznych, najtragiczniejszych. Niektóre z nich w sposób świadomy przeżyły Pierwszą Wojnę Światową, a wszystkie - Drugą Wojnę Światową, doznały bólu po stracie najbliższych, spotkały je represje, zaznały nędzy. Po wojnie życie ich także biegło niełatwymi nieraz ścieżkami. I te trudne życiorysy są wspólne dla wszystkich moich bohaterów. Wspólne dla wielu z nich jest także to, że zawsze go towi byli służyć swoją osobą innym - najbliższym i nie tylko.

Nie przychodziło im nawet do głowy, że poświęcają się dla nich, po prostu z potrzeby serca oddawali im siebie, przejawiali przy tym nieskończoną wyrozumiałość dla tych, z którymi przyszło im żyć, nie mieli żalu ani pretensji nawet do tych, którzy bardzo ich skrzywdzili czy przyczynili im wielkich zgryzot. Wspólne dla nich jest także to, że dużo pracowali. Praca nie była jednak dla nich katorgą. Każdy z nich oddawał się zajęciu, które wykonywał z pasją, z miłością. Cokolwiek by to nie było: badania naukowe, malowanie obrazów, tłumaczenie książek, wychowywanie wnuków, prowadzenie gospodarstwa rolnego czy hotelu. Jedną jeszcze mają wspólną cechę: nie poddają się w najbardziej nawet beznadziejnych sytuacjach.

Czy grozi im trwałe kalectwo, czy nędza, nie lamentują, nie szukają winnych, szukają za to wyjścia z sytuacji, głęboko wierząc, że to wyjście się znajdzie, choć po drodze może być ciężko.

(Warszawa 2008 - 2010 r.)

fragment:

NAWET W PIEKLE - OPTYMISTKA

Plotkowałyśmy z koleżanką o znajomych i nieznajomych.
– Maria Ginter to piękna kobieta – powiedziałam.
– Coś ci się chyba pomyliło – zauważyła – chyba chciałaś powiedzieć, że to była
piękna kobieta. Przecież ona dobiega już dziewięćdziesiątki.
– Nie – odrzekłam stanowczo – powiedziałam dokładnie to, co chciałam. Maria
Ginter rzeczywiście dobiega dziewięćdziesiątki, ale nadal JEST piękną kobietą.
– Musiała mieć jedwabne życie, jeśli zdołała tak długo zachować urodę – zawyrokowała koleżanka.
– Hm... Naprawdę? Dzieciństwo i wczesna młodość rzeczywiście obdarzyły ją
wszelakimi dobrami. Urodziła się w 1922 r. jako Isia Zieleniewska - córka zamożnych ziemian spod Łęczycy. „Do szkół” do sióstr Urszulanek wysłano ją z jej własnym koniem, by nawet w czasie roku szkolnego nie musiała wyrzec się swej ulubionej rozrywki - jazdy konnej. Arystokratyczne koligacje, biegi myśliwskie, tenis, narty, pierwsze bale młodej panienki, pierwsze zaloty młodych oficerów, pierwsze wygrane konkursy hippiczne. Matura. Wielkie plany: Isia pięknie malowała i rzeźbiła - było jasne, że będzie studiować na Akademii Sztuk Pięknych. Maturę zdała na wiosnę 1939 r., studia miała podjąć na jesieni. Wybuch wojny zniweczył wszystkie jej plany, zburzył cały jej luksusowy świat. Rodzinny majątek Smolice już w pierwszych dniach wojny zarekwirowali Niemcy.

Zieleniewscy wyszli z niego niemal w tym, w czym stali. Cała ich piątka - ojciec,  matka i trzy córki - znalazła się Warszawie bez środków do życia. Rodzice kiepsko sobie radzili w nowej sytuacji, nie mogli się do niej przystosować. Najmłodsza córka
musiała teraz zadbać o byt rodziny. Była najbardziej pomysłowa, najbardziej obrotna. Przestała być małą pieszczoszką Isią, została dorosłą osobą. Kiedyś w dzieciństwie dla zabawy nauczyła się przy pomocy specjalnej maszynki nabijać gilzy tytoniem
i robić ojcu papierosy. Ojciec głaskał ją za to po główce i dziękował. Teraz Mary sia zrobiła sobie z tej niegdysiejszej zabawy zajęcie zarobkowe. Robiła po kilkaset papierosów dziennie i sprzedawała je.

Nie wstydziła się bynajmniej tego, że musi
chodzić po bazarze z walizeczką papierosów zawieszoną na szyi i wykrzykiwać:
– Papierosy! Pierwszorzędne papierosy! W przedwojennych gilzach!
Potem zorientowała się, że lepiej zarobi na cukierkach – krówkach. Fabrykowa-
ła prawdziwe krówki ciągutki. Brała rozkładany stolik, rozstawiała go na bazarze, na
nim dekoracyjnie układała swoje krówki i wykrzykiwała:
– Krówki! Krówki jak z Milanówka!
Najlepszy jednak zarobek był na młynkach do kawy. W Warszawie nikt tych
młynków już nie potrzebował, bo prawdziwej kawy nie było. U chłopów jednak były
one w wielkiej cenie. Niemcy bowiem zamknęli wszystkie młyny i owe malutkie,
ręczne młynki do kawy były jedynym urządzeniem, na którym można było zmielić
ziarno zboża na mąkę. Marysia kupowała młynki u sąsiadów i znajomych, jeździła
na wieś i sprzedawała je tam za dobrą cenę. A przy okazji ze wsi przywoziła jakiś
prowiant. Jak wracała z tym prowiantem, to w domu było święto.
Jej życie jednak nie ograniczało się jedynie do tak przyziemnych spraw, jak
utrzymanie rodziny. Była na to zbyt waleczna, zbyt czupurna. Od momentu, gdy wy-
buchła wojna, Marysia wyrywała się do walki. Chciała wziąć karabin i iść na front.
Mówiła z wypiekami na twarzy:
– Będę Emilią Plater!
Matka trzymała ją za spódnicę i nie pozwalała się nigdzie ruszyć. Gdy jednak
Zieleniewscy znaleźli się w Warszawie, nie sposób już było utrzymać młodej dziewczyny. Miała za dużo znajomych chłopców, którzy coś robili w podziemiu, gdzieś należeli. Prawie na samym początku okupacji Marysia razem z siostrą Irką przystąpiła do ugrupowania Tajna Armia Polska, które potem włączyło się do Związku Walki Zbrojnej przekształconego następnie w AK. Młodzi nocami na prymitywnych powielaczach drukowali ulotki, gazetki, które w dzień roznosili po mieście na punkty kontaktowe. W ciągłym napięciu, w strachu. Nielegalna drukarnia w każdej chwili mogła zostać odkryta przez Niemców, a wędrowanie przez miasto z ciężką torbą, w której było kilkaset ulotek lub gazetek, dostarczało maksimum emocji. Bywały jednak i takie chwile, kiedy można się było rozluźnić, śmiać się tańczyć przy dźwię kach patefonu. Zawsze przecież ktoś miał imieniny, ktoś się żenił, wychodził za mąż. 26 listopada 1940 r. Marysia z siostrą były na imieninach u koleżanki. Wszyscy tańczyli, pili wino, śpiewali. Nagle rozległ się łomot do drzwi.
– Otwierać! Gestapo!
Wszyscy zamilkli, zesztywnieli tak jak stali, zapadła głucha cisza. Tylko patefon, który zapomniano wyłączyć zupełnie niestosownie grał tango. Gestapowcy wpadli do mieszkania z pistoletami gotowymi do strzału. Któryś kopnął patefon,
a ten zamilkł.
– Pod ścianę! Wszyscy pod ścianę!
– Nazwisko!
– Nazwisko!
– Nazwisko!
– Maria Zieleniewska!
– Aaa, komm!
– Nazwisko!
– Irena Zieleniewska!
– Komm, komm!
Wsadzili je do „suki” i zawieźli na Pawiak. Przesłuchania, przesłuchania.
– Co robiłaś w konspiracji?! Z kim pracowałaś?!
– Konspiracja? Jaka konspiracja? Mamusia by mnie z domu wyrzuciła, gdybym
się w coś takiego wdała – szły w zaparte tak jak je na konspiracyjnym szkoleniu
nauczono.

Umierały jednak ze strachu. Codziennie widziały przez okno, jak ciężarowe samochody dokądś wywoziły więźniarki. Chodziły przy tym przerażające wieści, że to na rozwałkę, albo że do obozu. Bały się, że one będą następne. Na domiar złego Irena zachorowała na ciężkie zapalenie płuc. Zabrali ją do więziennego szpitala. Ledwie żyła. Leków nie było. Potrzebowała przynajmniej jedzenia, aby organizm mógł zwalczyć chorobę. Jednak jedzenia dostawało się tyle, że nawet zdrowemu człowie-
kowi nie starczyło, aby żyć. Marysia ze swoich skąpych racji odkładała część dla siostry. Zdobywała też trochę żywności wyzyskując swój talent plastyczny. Ze skąpych racji chleba odkładała część miąższu, ugniatała go na ciasto, z którego lepiła figurki koni. Figurki te cieszyły się wśród więźniarek takim powodzeniem, że oddawały za nie część swego jedzenia, a jeżeli któraś wychodziła na wolność, zabierała figurki ze sobą. Zdobytą żywność Marysia szmuglowała do szpitala rozmaitymi sposobami
– a to pod pozorem, że polecono jej tam zanieść pranie, a to pod jakimś innym pozo-
rem. Za każdym razem wiązało się to z ryzykiem, że ją nakryją i wsadzą do karceru.
Tymczasem Irena była coraz słabsza i potrzebowała stałej opieki. Marysia wzięła się
na sposób. Zjadła surowe kartofle, po których dostała 40 stopni gorączki. Przeniesio-
no ją więc do szpitala. Gorączka opadła następnego dnia, a ona pozostała w szpitalu
i mogła opiekować się siostrą. Po kilku tygodniach Irena wyzdrowiała
.
Data dodania produktu: 19 grudzień 2012.
Poprzedni produkt Produkt 55 z 55 w kategorii Historia  
Księgarnia Catholicus.pl w oczach Klientów:

Witam serdecznie, jestem zadowolona z obsługi przy zakupie książki przez internet. Na pewno skorzystam jeszcze z Państwa oferty. Z Panem Bogiem.

Katarzyna z Sochaczewa

Trudno dobrać odpowiednie słowa, żeby określić profesjonalną i ekspresową obsługę zamówienia. Jestem bardzo zadowolona z dokonanych zakupów, tym bardziej, że dłuższy czas pozostanę na zwolnieniu lekarskim i po wczorajszych zakupach na pewno nie będę się nudzić. Pozdrawiam bardzo serdecznie i po skończonej lekturze zjawię się znowu :) Szczęść Boże !!!

Anna z Wólki Plebańskiej k/Białej Podlaskiej

Jestem bardzo zadowolona z zakupionych w Państwa Księgarni książek i sposobu dostawy. Planuję następne zakupy lecz nieco później może w następnym tygodniu, ze względu na natłok obowiązków w pracy i w domu w chwili obecnej. Serdecznie pozdrawiam. Z Panem Bogiem.

Maria z Żywca

Witam. Jestem bardzo zadowolony z usług księgarni. Książki bardzo dobrej jakości i wysłane szybko. Szczególnie ważne jest dla mnie to iż książki są zebrane tematycznie i praktycznie znalazłem wszystkie których szukałem. Gorąco polecam innym a sam będę często korzystał z Księgarni.

Tadeusz z Zabrza

Witam serdecznie. Spieszę donieść, iż korzystanie z Państwa usług było dla mnie ogromną przyjemnością. Przede wszystkim dbałość o klienta - świetny kontakt mailowy. Przesyłka dotarła w błyskawicznym tempie i......... oprócz zamówionej i oczekiwanej pozycji znalazły się tam bardzo miłe dodatki, czyli coś dla ciała i dla ducha ;). Jestem osobą, która bardzo często korzysta z usług przeróżnych księgarni internetowych. Księgarnia Catholicus.pl - jak się okazuje - ma klientowi do zaoferowania przede wszystkim profesjonalizm i przyjazność. Mam nadzieję, iż pierwsza nasza transakcja znamionuje lawinę kolejnych. Pozdrawiam serdecznie.

Małgorzata z Olsztyna
Więcej opinii...
Na Facebooku...